#WspółpracaReklamowa Grę otrzymałem od wydawnictwa Rebel. Nie ma to jednak żadnego wpływu na moją opinię.

Gry planszowe powinny być relaksująca rozrywką. Łąka idealnie wpasowuje się w tę definicję, gdyż podczas rozgrywki głównie układamy przed sobą karty z przepięknymi, akwarelowymi grafikami. Chyba, że ktoś nam upatrzoną kartę podbierze lub zajmie istotne miejsce przy planszy głównej. I wtedy jedyną wyluzowaną istotą pozostaje ta wydra z okładki dodatku Z biegiem strumienia.

Łąka: Z biegiem strumienia

Moja recenzja gry planszowej Łąka.

Co w pudełku Łąka: Z biegiem strumienia?

Jak nazwa może sugerować, dodatek wprowadzi do naszych rozgrywek nieco wilgoci, przynajmniej pod postacią grafik na kartach i nowej planszy. Same partie staną się zarazem niesamowicie płynne…

Mamy nową talię rzeki ze stworzeniami, dla których środowiskiem jest woda i jej okolice, a w niej nowe podłoże, nowe symbole i nowa mechanika. Wspomniana już wyżej plansza rzeki spełnia dwie funkcje – pierwsza nie różni się zbytnio od planszy głównej z gry podstawowej i pozwala na dobieranie nowych kart (w trochę inny sposób, bo wybieramy dowolną kartę w rzędzie/kolumnie), druga zaś jest trochę powiązana z właśnie tymi kartami. Nie posiadają one bowiem punktów, a zamiast tego w rogu czai się symbol wiosła. Te z kolei występują w 4 rodzajach, które różnią się tylko liczbą strzałek na nich narysowanych. Strzałki te pozwalają nam wiosłować po planszy rzeki naszym pionkiem kajakarza.

Co jest do wyłowienia z rzeki? Przede wszystkim dodatkowe akcje, takie jak dobranie lub zagranie karty, dobranie żetonu drogi czy wzięcie żetonu, który… również często da nam dodatkową akcję.

Plansza rzeki jest dwustronna, a każda strona posiada nieco inny nurt. Ten spokojny to raczej sielanka, raptem jedno rozgałęzienie i niewiele decyzji. Z kolei bystry nurt rozgałęzień posiada już aż 4, a do tego w 3 miejscach warto być wcześniej niż później, gdyż wybór dostępnych dobroci kurczy się wraz z każdym kolejnym odwiedzającym.

Łąka: Z biegiem strumienia elementy

Jak wygląda Łąka: Z biegiem strumienia?

Dodatek Łąka: Z biegiem strumienia to nadal te same zachwycające grafiki Karoliny Kijak. Nowa plansza również jest narysowana bardzo ładnie. Jeśli podobała nam się podstawka, to tutaj otrzymujemy więcej dobra w tym samym stylu.

Gra posiada jednak istotną wadę konstrukcyjną. Nowa talia, podobnie jak karty z podstawki, przechowywana jest w składanym podajniku o kształcie plecaka. Niestety ten po złożeniu nie mieści się w pudełku od dodatku. – Co z tego? – ktoś zawoła – Przecież dodatki trzyma się w pudełkach od podstawek! I zasadniczo będzie mieć rację. Gdyby nie to, że w pudełku od podstawki nowy podajnik również nie znajduje miejsca.

Można uznać, że doskonale to świadczy o autorze i wydawcy, gdyż dodatek naprawdę powstał jako dodatek już po wydaniu gry podstawowej, stąd też projekt plastikowej wypraski nie zakładał miejsca na piąty podajnik. Inna sprawa, że jednak plany takie musiały być, gdyż we wspomnianej wyprasce znajdują się nadmiarowe pojemniki. Wszystko inne na szczęście się jakoś pomieści. A problem z nieszczęsnym podajnikiem rozwiązałem poprzez samodzielne wycięcie dziury w boku jednej przegródki. Suszarki używać nie śmiałem.

Zachody słońca

Jak mi się grało w dodatek Łąka: Z biegiem strumienia?

Szczerze mówiąc dodatek jest na tyle nieinwazyjny, że można go nawet w swojej rozgrywce pominąć, gdyby nie to, że dostajemy nowy żeton szlaku wodnego. I szkoda byłoby go zmarnować, zwłaszcza że nie można go zagrać na planszę ogniska w celu wykonania akcji specjalnej. Ale jak się uprzemy to możemy karty rzeki jedynie podbierać innym, a akcję zagrania karty wykorzystać do kart z podstawki. Nadal jednak byłoby to głupotą, bo na rzece chowają się całkiem przyjemne akcje. I sporo punktów jeśli zepniemy się z wiosłowaniem.

Największym problemem tej gry okazuje się… stołożerność. Już bez dodatku trudno było się pomieścić z łąką każdego z graczy i drogą z krajobrazami powyżej obok planszy głównej i gdzieś tam jeszcze ogniskiem. A tu dochodzi praktycznie kolejna takiej samej wielkości plansza. Fajnym zabiegiem jest dopasowanie jej kształtem do planszy ogniska, jednak to kolejne ograniczenie w układaniu elementów na stole. Ponownie słyszę głos z tłumu, że nie muszę przecież trzymać na stole rzeki i ogniska połączonych, tylko ułożyć je według swoich potrzeb. Tylko, że jak coś pasuje do siebie kształtem, to ja właśnie mam potrzebę, aby leżało obok siebie… Ale jeśli jest to główny problem, to czy jest się czym martwić?

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to Łąka z dodatkiem to nadal ta sama dobra Łąka, mamy jednak trochę więcej możliwości. Poziom trudności minimalnie się podnosi, bo musimy zgrać trochę więcej rzeczy. Nieznacznie zwiększa się także czas rozgrywki, bo każdy z graczy ma przynajmniej jedną dodatkową akcję w każdej rundzie.

Plansza rzeki

Łąka: Z biegiem strumienia solo

Rozgrywka solo z dodatkiem Z biegiem strumienia mocno się nie zmienia. Z racji nowych żetonów szlaku dostajemy 6 kart, które wskażą nam gdzie przy rzece Włóczykij będzie je kładł. W związku z tym, że punkty naszego wyimaginowanego przeciwnika pochodziły jedynie z kart, a nie odważył się on wsiąść w kajak, to jego rola została trochę zmniejszona. W grze z dodatkiem Włóczykij tylko i wyłącznie podbiera nam karty, nie możemy się z nim porównać na koniec. Pozostaje zaktualizowana tabelka. Trochę szkoda. Chociaż i tak nie był jakąś wymagającą i skomplikowaną automą, więc strata niewielka.

Pomimo tego nadal samotne układanie kart i poszukiwanie symboli było niesamowicie relaksujące, więc wracając do początku, mogłem spokojnie poczuć się wyczillowany niczym okładkowa wydra.

Warto jeśli:

  • na Łące czujecie się jak ryba w wodzie
Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments