Przy widocznym podtytule tego tekstu wychodzi na jaw, że będzie to bardziej rodzaj puszczonego oka, niż jedna z tych uwielbianych przez wszystkich topek (bo można przeczytać tylko pogrubione nagłówki nie zawracając sobie głowy pozostałą treścią, po czym się z nimi zgodzić, bądź nie). Będę bardziej pisał, że gracze to marudy, którym w grach planszowych przeszkadzają pierdoły. Do tego uwidoczni się mój narcyzm i pisanie o sobie. Ale to wszystko nieważne, bo i tak już każdy pominął ten wstęp przenosząc się do listy. Tak też zrobię i ja.

Czytanie instrukcji gier planszowych

1. Czytanie instrukcji

Bo wiecie, te gry na półce wstydu. Ich by tam nie było, gdyby nie te instrukcje. No kto to w ogóle wymyślił, że granie, które ma być rozrywką, jest poprzedzone takim nieprzyjemnym zajęciem, jak czytanie instrukcji. Ba, czytanie to pół biedy, weź to jeszcze zrozum. A potem wytłumacz tym wszystkim ziewającym osobnikom wpatrzonym w te świecące prostokąty z bolącym od przewijania walla kciukiem.

Zawsze mnie to zastanawiało, bo czytanie instrukcji jest pierwszą rzeczą jaką robię po otwarciu pudełka. Mało tego, ja zwykle prawdopodobnie wiem już doskonale na czym ta gra polega, bo obejrzę jakiś gameplay na YT, a w instrukcji doczytuję niuanse. Zresztą, krąży legenda, że czytuję instrukcje do poduszki, ale nie jest to prawda. W łóżku czytałem jedynie FAQ do Robinsona.

Gdy wysłuchuję tłumaczenia od kogoś innego, jestem zarazem najlepszym i najgorszym słuchaczem. Najlepszym bo zwykle znam większość zasad. Najgorszym bo zadaję mnóstwo pytań o szczegóły. I mówię innym jak mają tłumaczyć. Okropne, nie?

Niechęć do instrukcji jest dosyć pospolita, znam mnóstwo osób, które korzystają z jednego programu w pralce, albo w piekarniku ustawiają jedynie temperaturę. I o ile w przypadku tych urządzeń sprawdza się to całkiem znośnie, tak przy planszówkach już niestety nie ma racji bytu. Chyba, że granie na jakichś posklejanych ze strzępków wiedzy regułach daje radość.

Przygotowanie gier planszowych

2. Przygotowanie gry

Bardzo lubię wszystkie moje gry, ale w połowę nie gram, bo ich rozłożenie to bite 30 minut. A mam ich tyle, że nigdy nie pamiętam co i jak i znowu muszę zaglądać do tej cholernej instrukcji. Aż się odechciewa grać. Ale to wszystko są naprawdę bardzo dobre gry.

No nie powiem, że nie przydałoby się jakieś zaklęcie w stylu stoliczku, nakryj się, bo jednak większość gier wymaga skupienia już przy ich przygotowaniu, a wydawcy nie ułatwiają tego zadania wrzucając zwykle wszystko luźno do pudełka.

Z drugiej strony, bardzo lubię obcować z komponentami (co można zauważyć po moich animacjach) i lubię analizować, jak to całe rozłożenie można sobie usprawnić. W tym celu też sklejam sobie inserty do pudełek, które zwykle mają elementy poukładane i podzielone wedle przeznaczenia.

Poza tym lubię gdy wszystko jest tak jak trzeba. Zalatuje to dziwną oczywistością, nie? Wytłumaczę na przykładzie: są dwa typy dzieci bawiących się klockami LEGO – jedne, układające wszystko wg instrukcji i bawiące się tymi zbudowanymi zabawkami i drugie, które instrukcję rzucają w kąt, a klocki z nowego zestawu wrzucają do wiadra z poprzednimi. Jestem mocno tym pierwszym typem i pamiętam, że jako dziecko, byłem przerażony tymi bałaganiarzami, zwłaszcza że wiele elementów z gotowych zestawów, było trudno wykorzystać w jakiś inny dowolny sposób, przez co zawsze tylko się je przewalało budując obraz ze swojej wyobraźni. Sam do freestyle’owego budowania miałem osobną walizkę z przegródkami, gdzie wszystkie klocki były odpowiednio posegregowanie kolorami i typami.

No, także jeśli podczas przygotowania rozgrywki, wszystko jest ładnie ułożone na stole według instrukcji, to ja jestem w domu i czuję się komfortowo.

Oczekiwanie na swoją turę w grach planszowych

3. Downtime

Już? No już? A teraz? Ile można czekać? Będziemy tu siedzieć do jutra.

Znacie to? Bo ja doskonale. No cóż, lubię sobie pomyśleć nad planszą, żeby mieć świadomość, że podjąłem jedyną słuszną decyzję. Każde takie poganianie wybija mnie z rytmu i musze zaczynać od początku, więc paradoksalnie wydłuża to moją turę jeszcze bardziej.

Ale to jest temat na osobny tekst, tutaj ma być o odczuwaniu downtime’u. Znacie te clickbaitowe nagłówki? Odnalazł prosty sposób, by poradzić sobie z downtimem w grach planszowych. Zobacz jak!

Przede wszystkim, zastanawianie się nad swoimi ruchami podczas tur przeciwników. Odciąża to te marudy, bo mniej czasu zajmuje moja tura. Jeśli to możliwe oczywiście, bo w wielu grach sytuacja jest dynamiczna i napięta jak plandeka na żuku i to co sobie wymyślę w jednym momencie, po dotarciu tury do mnie, nie ma już żadnego sensu.

Dodatkowo, można kontrolować i analizować ruchy przeciwników – pomoże to także nam w podejmowaniu swoich decyzji. Poza tym pozwala to upilnować współgraczy przed drobnymi błędami w rozgrywce (nie mówię o oszukiwaniu, bo za to grozi po prostu wygnanie).

Być może łatwo mi mówić, bo to ja jestem zwykle główną osobą znającą reguły, więc i tak kontroluję wszystko i wszystkich. Z drugiej strony, kontrolowanie i analizowanie wszystkich wokół uniemożliwia zastanawianie się nad własnym kolejnym ruchem. Coś za coś.

Gry planszowe solo jednoosobowe

4. Brak współgraczy

– To co? Może czwartek?
– Nie, w czwartek nie mogę. A piątek?
– Oj nie, piątek mam zajęty. Może sobota?
– Niestety mam już plany na sobotę…

I można tak w nieskończoność. Wszyscy chcieliby grać codziennie, nawet kilka razy dziennie, ale życie okazuje się zwykle ważniejsze. Albo tylko udają, że chcą grać, a tak naprawdę jak pomyślą o tych całych instrukcjach, przygotowywaniu rozgrywki i oczekiwaniu na swoją turę, to wolą sobie wymyślić na szybko wymówkę.

Też gram zdecydowanie mniej niż bym chciał i to często właśnie z powodu braku współgraczy. Jakiś czas temu jednak zaintrygowało mnie to, że niektóre gry są zadeklarowane dla 1-x osób. Z początku podchodziłem nieufnie, bo jak to tak, jakbym chciał zagrać sam to bym sobie komputer odpalił. Z czasem jednak zaczynałem się do tego przekonywać, a moje uwielbienie dla analizowania zasad i mechanizmów rządzących grami (nie tylko planszowymi) odkryło nowe pole dla siebie. Okazało się nawet, że gra planszowa nie musi być zadeklarowana od 1 osoby na pudełku, bo społeczność na BGG tworzy swoje nieoficjalne warianty jednoosobowe do praktycznie każdej gry. I tak oto trochę dotarliśmy do powodów powstania tego bloga. Ale o tym kiedy indziej.

Klimat w grach planszowych

5. Brak klimatu

Ale to jest suchar! Piasek aż zgrzyta między zębami. Dobrze, że grafik zrobił to w kolorze piaskowym, doskonale pasuje! Ma ktoś wodę? Muszę popić, takie to suche…

Za każdym razem, gdy na stół trafia coś, gdzie mechanika z tematem ma tyle wspólnego, co siodło ze świnią, każdy prześciga się w przekazaniu całemu światu jak bardzo nie odczuwa klimatu. Ok, za pierwszym razem można tego posłuchać, za drugim przewrócić oczami, ale za trzecim zaczyna być irytujące.

To samo recenzenci. Szczytem był Gambit chodzący przez parę minut po domu i szukający klimatu, chyba w Namiestniku. Oczywiście zakomunikował po całej tej scence, że go nie znalazł.

Jeszcze innym typem są tacy, dla których wszystko jest przesunięciem znacznika po torze. Nieważne czy gra dzieje się w kosmosie, średniowieczu czy teraźniejszości, na wodzie, lądzie lub w powietrzu. Nigdy nie jest to statek, mnich czy łąka. Zawsze jest to znacznik na torze.

I ten ostatni typ jest najmniej inwazyjny, bo oni grają swoje, a ja z kolei w każdym takim przesunięciu znacznika staram się widzieć coś fabularnego, często mocno naginając meandry swojej wyobraźni. Gry mają to do siebie, ze muszą zawierać pewne uproszczenia, żeby mechanicznie wszystko się fajnie zgrywało. A bywały już próby dosłownego przeniesienia tematu w mechanikę i nie wypadały najlepiej.

Przegrywanie w gry planszowe

6. Przegrywanie

Ja na pewno przegram, już to widzę, nie mam szans was dogonić.

Albo

Wygrałeś dlatego, że oszukiwałeś, nie ma innej opcji. Gdybyś nie oszukiwał to ja bym na pewno wygrał.

Oczywiście w każdą grę powinno się grać tak, by być nastawionym na zwycięstwo. Wtedy najlepiej bawimy się zarówno my, jak i nasi współgracze. Ale litości, jeśli już przegrywam to nie mam pretensji do całego świata. Pomijam fakt, że już samo granie powinno sprawiać przyjemność. A że zdarza mi się przegrać. No cóż, wpływa na to wiele czynników.

W wielu grach nie da się wyeliminować całkiem losowości, czasami nie przewidzimy decyzji przeciwników (wtedy też nie można mieć do nikogo pretensji!), wszystko to może sprawić, że przegramy. No i co z tego? Nie teraz, to następnym razem.

Pudełka gier planszowych

7. Powietrze w pudełku

Ile tu pustego miejsca, producenci chipsów mogliby się od nich uczyć. Takie wielkie pudło i kilka kart.

No dobra, to zaczyna mnie też trochę powoli denerwować. Głównie z braku miejsca na półce. Ale trochę rozumiem też wydawców. Skomplikowana gra w małym pudełku nie zrobi żadnego wrażenia marketingowego, każdy pomyśli, że to jakaś popierdółka. Pozwala to też łatwiej przełknąć cenę.

Z drugiej strony, na półce dobrze wygląda cały rząd pudeł takiej samej wielkości, prawda? 😀

Brak czasu na granie w gry planszowe

8. Brak czasu na granie

Tutaj nie mam żadnego komentarza. Na to nie ma mocnych. Nie ma i już.

No może jakbyśmy mniej scrollowali fejsbuka, ale skąd wtedy byśmy wiedzieli o wszystkich tych grach do kupienia?

 

A jak to wygląda u was? Coś jeszcze was denerwuje? Czy też uważacie, że większość powyższych jest zwykłym marudzeniem? 😀

Facebook
Twitter
Komentarze
avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Inn
Gość
Inn

Brakuje mi w tym zestawieniu tylko jeszcze: Dobra, grajmy, wyjdzie w trakcie 😉

Targi
Gość
Targi

Inn ma rację ale to nie jest irytujące. Moim zdaniem łatwiej jest zrozumieć podstawowe zasady w trakcie trwania gry.

Chcesz więcej?