Gry planszowe solo – dla jednych świetna rozrywka, dla innych niezrozumiały fenomen. Czym są i jak doszło do tego, że stały się nagle tak popularne? Czy każda gra może mieć tryb solo? Co daje nam granie w planszówki w pojedynkę? Czy meeple mają kolana? Na większość z tych pytań postaram się dzisiaj odpowiedzieć.

Gry planszowe solo

Gry planszowe z trybem solo istnieją na naszym rynku od dłuższego czasu. Jednak przed 2020 rokiem były bardziej ciekawostką, którą interesowało się wąskie grono. To właśnie w wybuchu pandemii COVID-19 upatruję przełom dla grających w pojedynkę. Owszem, przed tym powstało mnóstwo świetnych tytułów oferujących taki rodzaj rozgrywki. Jednak odkąd zostaliśmy zamknięci w domach, bez stałego dostępu do innych współgraczy, wiele osób zauważyło, że w sumie to nie potrzebują żywego przeciwnika, by dobrze się bawić nad planszą. Wydawcy i autorzy z kolei uznali, że ich obowiązkiem jest, by na pudełku w miejscu do oznaczania liczby graczy, zakres zaczynał się od 1.

Dobrym przykładem jest tu Alexander Pfister, austriacki projektant znany z takich gier jak Great Western Trail, Wyspa Skye, Mombasa czy Maracaibo. Zapytany w 2017 roku przez jednego z fanów o oficjalny wariant solo do jego najwyżej sklasyfikowanej w rankingu BoardGameGeek gry, wspomnianego powyżej GWT, odparł, że nie wie czy jest na to rynek i czy jest sens robić to dla 10-20 osób. Chyba sens był, bo wszystkie jego gry wydane w ostatnich latach posiadają wariant solo, włącznie z drugą edycją Great Western Trail z 2021 roku. Wariant ten opisywałem już jakiś czas temu.

Dlaczego gramy w gry planszowe solo?

Dlaczego gramy w gry planszowe solo?

Przede wszystkim, gry planszowe solo to zabawa. A w przypadku niektórych tytułów nawet lepsza niż w większym gronie. Poza tym ze znajomymi do grania spotkamy się 1-2 razy w tygodniu, a domownicy nie zawsze podzielają naszą pasję. Zagrać w pojedynkę możemy także w celu lepszego poznania zasad, zanim wytłumaczymy je współgraczom. Oczywiście jeśli reguły solo nie różnią się diametralnie od standardowych. A czasami tak bywa.

Ja dodatkowo lubię poznawać warianty solo, bo fascynuje mnie sposób w jaki zasady gry zostały zmienione, by rozgrywka dawała odczucia podobne do partii z żywym przeciwnikiem. Lubię też chwilę zastanowić się nad swoim ruchem, a wtedy nikt mnie nie popędza. Uwielbiam wręcz ten stan, gdy w pełni skoncentrowany optymalizuję swoje poczynania, a dodatkowo muszę samodzielnie zadbać o obsługę całej gry. Obcowanie z komponentami też jest fajne.

Nie znalazłem na to niestety żadnych badań naukowych, ale obstawiam, że granie w gry planszowe solo rozwija naszą umiejętność koncentracji, co w czasach smartfonów i mediów społecznościowych może mieć niebagatelny wpływ. Dodatkowo wygospodarowanie czasu na rozłożenie gry i samą rozgrywkę, to czynność zdecydowanie trudniejsza niż wciśnięcie przycisku power w konsoli. I jeśli w aspekcie rozrywkowym będziemy wybierać rzeczy mniej banalne, to prawdopodobnie w codziennym życiu również to zaprocentuje.

Gry planszowe solo

Rodzaje gier planszowych solo

Gry planszowe solo możemy podzielić na kilka głównych rodzajów. Każdy ma także, jak to zwykle bywa, kilka podgrup. Poniżej lista wraz z kilkoma przykładami.

Kooperacje

To chyba najbardziej oczywisty gatunek, bo skoro i tak gramy przeciwko grze, to równie dobrze możemy to robić samemu. Szczególnie, gdy gra jest podatna na syndrom lidera i tym liderem zwykle zostajemy właśnie my – bo najlepiej znamy zasady i najbardziej angażujemy się w rozgrywkę. Oczywiście dotyczy to kooperacji, w których wszystkie informacje są jawne.

Kiedyś nikt nawet by nie pomyślał, by w takim Pandemicu napisać na pudełku 1-4 graczy, a przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by jedna osoba grała sobie dwiema postaciami. Co prawda sam nie jestem fanem tzw. grania na dwie ręce, zdecydowanie wolę mieć kontrolę nad jednym bohaterem. Ale się da.

Do tej kategorii zaliczyć można również wszelkie gry przygodowe, gdzie standardowo jako drużyna mierzymy się ze zwykle losowo generowanymi problemami i przeciwnikami, jak na przykład w grze Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie. Swoją drogą Ignacy Trzewiczek, autor wspomnianego tytułu, bardzo zwracał uwagę na wariant solo, a należy pamiętać, że został wydany na długo przed największym boomem na solowe granie.

Bardzo cenionym tytułem kooperacyjnym do grania solo jest Spirit Island. Jest to zarazem bardzo wymagająca gra, w każdym składzie osobowym. Innym popularnym przykładem jest Aeon’s End.

Bicie własnych rekordów

Nie jest to co prawda mój ulubiony rodzaj gier planszowych solo, jednak jest on dosyć często spotykany. Polega to głównie na tym, że nie mamy ograniczenia w postaci przeciwnika, a przechodzą one na samą mechanikę. Terraformacja Marsa narzuca nam górny limit 14 pokoleń, w których musimy wymaksować wszystkie 3 wskaźniki. W Uczcie dla Odyna z kolei sami sobie blokujemy pola na kolejną rundę.

Są też gry, w które nawet w wersji wieloosobowej każdy gra sobie osobno, a na koniec tylko porównujemy wyniki. Przykładem takiej gry jest Rzuć na tacę, gdzie tak naprawdę raz na rundę możemy wybrać 1 z kości odrzuconych przez przeciwnika, nie możemy jednak w żaden sposób na jego wybory wpłynąć. W trybie solo sami raz na rundę rzucamy kośćmi za przeciwnika, po czym dostajemy do wyboru 3 z najniższymi wynikami. Przypomina to trochę kultowe automaty z salonów gier, gdzie po pobiciu rekordu mogliśmy wpisać swoją ksywkę (zwykle ograniczoną do 3 liter), a i tak zawsze znalazł się jakiś cyborg, którego nie szło dogonić.

Automaty do gier
Automa

To mój ulubiony rodzaj gier planszowych solo. Być może dlatego, że występuje zwykle w grach typu euro, w które bardzo lubię grać. A być może dlatego, że zazwyczaj jest to bardzo dopracowany sposób na imitowanie wirtualnego przeciwnika. Jest to coś na kształt sztucznej inteligencji, chociaż nie do końca. W grach komputerowych sztuczna inteligencja analizuje sytuację, by podjąć działania optymalne do osiągnięcia założonego celu.

W grach planszowych zwykle automa jest obsługiwana przez talię kart, które pokazują, co aktualnie ma zrobić. Nie ma tu mowy o analizie sytuacji na planszy, w związku z tym musi jakoś nadrabiać brak przemyślanych decyzji. Odbywa się to poprzez pewne ułatwienia w postaci darmowego wykonywania akcji, za które normalnie trzeba płacić zasobami lub pieniędzmi. Może też przemieszczać się bez ograniczeń lub po prostu zdobywać za darmo punkty.

Pierwszy raz nazwy Automa w grze Viticulture użył Morten Monrad Pedersen, autor wariantu solo. Związane było to z miejscem, w którym działa się akcja gry, czyli włoskiej Toskanii. Po włosku słowo automaton oznacza automat. Dało to początek Automa Factory, która tworzy tryby solo, głównie do gier wydawnictwa Stonemaier Games. Wariant taki trafił również do gier Scythe, Na skrzydłach, Tapestry czy Wahadło. Talie automy mają często różne poziomy trudności i nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić nawet kilku wirtualnych przeciwników.

Innym wydawnictwem tworzącym dobre automy jest Garphil Games, czyli oryginalny wydawca m.in. gier z serii Zachodniego Królestwa, takich jak Paladyni i Wicehrabiowie. Te tryby solo charakteryzują się dużą prostotą obsługi. A jest to bardzo istotne podczas grania w gry planszowe solo, by tura wirtualnego przeciwnika nadmiernie nas nie angażowała.

Warto zwrócić również uwagę na Zaginioną wyspę Arnak, Bonfire czy Barrage. Ten ostatni tytuł jest znacznie bardziej wymagający od pozostałych wymienionych.

Gry wyłącznie dla 1 gracza

Od pewnego czasu na rynku pojawia się coraz więcej gier planszowych przeznaczonych wyłącznie dla jednego gracza. Nie jest to jeszcze tak popularne jak gry dla wielu graczy z trybem solo, a same wydawnictwa podchodzą do tematu bardzo ostrożnie. Niemniej nawet na polskim rynku wydano kilka ciekawych tytułów.

Pod wrogim niebem nawiązuje do klasycznej gry z automatów – Space Invaders, Samotna wyspa zaskakuje rozgrywką bez konieczności posiadania stołu, a Labirynty pozwalają porządnie rozruszać mózg poszukując drogi do wyjścia.

Osobną podgrupą są wszelkie dzienniki z zagadkami i komiksy paragrafowe. Owszem, można je rozwiązywać z kimś, ale jest to raczej mało wygodne. Podobnie jak większość gier typu escape room, jeśli nie ma w nich ukrytych informacji, to nic nie stoi na przeszkodzie by próbować się wydostać samemu z karcianego pokoju zagadek.

Są też gry, które co prawda oferują rozgrywkę wieloosobową, jednak społeczność graczy jest zgodna co do najlepszego składu osobowego. Powód zwykle jest taki sam. Mage Knight polega na eksplorowaniu terenów oraz walce z napotkanymi przeciwnikami. Kolejna osoba tylko niepotrzebnie zwiększałaby czas gry. Podobnie jest z Wojną Nemo. Z mniejszych tytułów nie można nie wspomnieć o Urbaniście. 18 kart, z których 3 stają się naszymi celami, a z pozostałych 15 musimy ułożyć miasto. I najlepiej układać je solo.

Do tej kategorii zaliczyłbym także wszelkie gry karciane LCG, takie jak Horror w Arkham czy Marvel Champions. Są to gry, do których możemy dokupować kolejne zestawy kart, jednak nie są one losowe, do czego mogła nas przyzwyczaić seria Magic: The Gathering. Każdy nowy zestaw ma określoną zawartość, dzięki której możemy przeżywać w grze zupełnie nowe przygody.

Mage Knight

Gry planszowe solo – nieoficjalne warianty

Jeśli jakaś gra planszowa nie posiada trybu solo, nie oznacza jeszcze, że nie będziemy w stanie w nią zagrać solo. Społeczność skupiona wokół serwisu BoardGameGeek jest bardzo zaangażowana i wiele osób tworzy swoje własne warianty solo do gier, które ich nie posiadają. I tutaj wchodzę ja, cały na biało. Blog, który macie przyjemność aktualnie czytać, jest wyjątkowy na tle innych polskich blogów o grach planszowych. Znajdziecie tutaj wiele nieoficjalnych wariantów solo przetłumaczonych na język polski. Mało tego. Instrukcje te są także przygotowane graficznie w taki sposób, by cieszyły oko.

Co ciekawe, w paru przypadkach wziąłem na warsztat gry, które oficjalny wariant solo posiadają, jednak niekoniecznie przypadł mi on do gustu. Jak się okazywało nie tylko mi, gdyż powstawały warianty nieoficjalne, które są zdecydowanie lepsze. Takimi przykładami są Nova Luna i Boarding.

Z jednym z najpopularniejszych przygotowanych przeze mnie wariantów wiąże się pewna anegdota. Zasłyszana, więc nie wiem na ile jest prawdziwa. Chodzi konkretnie o wariant solo do gry Brass: Birmingham. Otóż do oryginalnego wydawcy zgłosił się David Turczi, ceniony węgierski projektant trybów solo do gier planszowych (Teotihuacan, Kanban EV, Trismegistus), z propozycją stworzenia takiego wariantu do jednej z najlepszych gier jakie powstały. Usłyszał odpowiedź odmowną, gdyż uznano, że powstał już wariant nieoficjalny, stworzony przez Włocha Mauro Gibertoniego, który działa doskonale.

Czy każda gra planszowa może mieć tryb solo?

Niestety odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. Powód jest prosty – są gry, których mechanika wymaga istnienia żywego gracza. Chodzi mi tutaj o wszelkie gry licytacyjne, take that, czy imprezowe (no bo co to by była za impreza?). Wyjątkiem jest tutaj gra słowna Potęga słowa, której wariant solo można znaleźć na blogu. Jest to specyficzny rodzaj gry słownej, gdyż istotną mechaniką jest tu także kontrola obszaru. W wariancie jednoosobowym zmienia się ona w wyzwanie wymyślania odpowiednich słów, by piłować kolejne nogi Wieży Eiffla. Temat gry mówi o złoczyńcach z filmów retro, więc czemu by nie ukraść najpopularniejszej paryskiej budowli.

Alternatywa dla gier planszowych solo

Jeśli nie jesteście do końca przekonani do standardowych gier planszowych solo, ale chcielibyście pograć trochę częściej niż raz w tygodniu, to z pomocą mogą przyjść cyfrowe adaptacje. Są to praktycznie przeniesione 1:1 na ekran komputera gry planszowe, dodatkowo mamy ładne animacje, no i przede wszystkim uproszczoną obsługę, gdyż większość operacji matematycznych wykonuje za nas aplikacja. Są też często tańsze niż ich fizyczne odpowiedniki, a posiadają ich wszystkie cechy i tryby gry – od partii z prawdziwą sztuczną inteligencją, po oryginalny tryb solo. Można również zagrać z inną osobą przez internet.

Cyfrowe adaptacje gier planszowych

Gry planszowe solo – na zakończenie

Szczerze mówiąc mam wrażenie, że w powyższym tekście temat został jedynie liźnięty, jednak jest to i tak najobszerniejsza publikacja, jaka dotąd tutaj powstała. Jak widać, gry planszowe solo mają się coraz lepiej i raczej ten trend nie powinien się zmieniać. Wiele osób, które niekoniecznie grają w pojedynkę regularnie, uznaje kupując grę, że zdecydowanie lepiej mieć taką opcję niż jej nie mieć.

I nie dajmy sobie wmówić, że granie w gry planszowe solo to coś dziwnego. Któż z nas nie układał pasjansa na lekcjach informatyki w podstawówce? A co by nie mówić, jest to jak najbardziej gra planszowa (karciana) solo.

PS. została odpowiedź na jeszcze jedno pytanie ze wstępu. Nie, meeple nie mają kolan, gdyż kolano to uproszczona nazwa stawu kolanowego. Z kolei staw wymaga, by był ruchomy. A meeplom nic się nie rusza.

Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments