Syndrom paryski to uczucie, które towarzyszy turystom odwiedzającym stolicę Francji, gdy rzeczywistość zderza się im z wyidealizowanym obrazem miasta. Sam się trochę na tym złapałem, bo po dotarciu do centrum zupełnie nie czułem tej magii znanej z filmów. Aż dotarłem do dzielnicy Montmatre z placem du Tertre, do którego prowadzą wąskie i kręte uliczki. Nie jest to nigdzie wspomniane wprost, ale zakładam, że to właśnie tam przenosi nas Bohema.

O CO CHODZI W GRZE Bohema?
Wcielamy się bowiem w artystów, którzy szukają inspiracji do swoich dzieł, by następnie je tworzyć wprawiając w zachwyt najpierw swoich znajomych, a później być może odwiedzających prestiżową galerię.
Mechanicznie Bohema to wyścigowy deck building. Zaczynamy ze startową talią, w trakcie gry ją rozbudowujemy dodając mocniejsze karty, a wszystko to, by zdobywać osiągnięcia.
W swojej turze musimy ułożyć przed sobą dobrane karty w jak najlepszy sposób – taki, który da nam najwięcej punktów inspiracji. Fabularnie planujemy tu swój dzień. Głównie będziemy łączyć ikony na krawędziach kart i dopasowywać ich kolor do miejsca, w którym mają leżeć. Miejsc mamy 4 (rano, południe, wieczór i noc), a kart będzie co najmniej 5. Dodatkowo możemy wspomagać się kartami muz, które dołożone do odpowiedniej karty mogą nam dać dodatkową inspirację.
Jeśli wśród 4 miejsc w naszym planie dnia nie znajdziemy czasu na pracę (specjalny kafelek, który możemy dołożyć, jednak nie posiada on ikon do połączenia), przyjdą do nas męczące udręki (rachunki same się nie zapłacą), których skutki dosięgną nas w kolejnych turach.
Zdobytą inspirację będziemy wydawać na nowe karty do talii lub osiągnięcia (każde kolejne jest droższe). A to, co zostanie, wrzucimy w swoją pracownię, czyli planszetkę z dodatkowymi akcjami.
Gra kończy się, gdy komuś uda się zdobyć swoje 5. osiągnięcie. Nie staje się on jednak z automatu zwycięzcą. Każdy rozgrywa taką samą liczbę tur i dopiero sprawdzamy, komu najlepiej poszło.

CO MI SIĘ PODOBA W GRZE Bohema?
Temat
Jeśli macie już dość beżowych euro o handlu, kontraktach i budowaniu, to Bohema przybiega z oryginalnym tematem, który opowiada o życiu lekkoducha artysty. Bezcelowe szwendanie się po ulicach, zatracanie się w tworzeniu swojej sztuki czy rozmowy z nieznajomymi, to część dnia takiej wolnej duszy. Instrukcja nawet zachęca w jednej z faz, by zanim rozpatrzymy ikony, najpierw opowiedzieć co nam się danego dnia przytrafiło. Nie wiem czy autor gry faktycznie myślał, że gracze będą sobie tym zaprzątać głowę.
Mamy tu też karty muz, które pomagają uzyskać jeszcze więcej inspiracji, a nasze planszetki mają dopisaną osobowość naszego artysty, która nieco nakierowuje na strategię.
Oczywiście nie mylmy tematu z klimatem, bo podczas rozgrywki zupełnie nie myślimy o tym całym artystycznym świecie, tylko patrzymy, jak połączyć ikony.
Ilustracje
Każda talia w grze Bohema ma zupełnie inny styl graficzny. Obiło mi się o uszy, że każda była tworzona przez innego ilustratora. W instrukcji faktycznie mamy wymienione 3 osoby: Hannę Kuik, Romana Kucharskiego i Tomasza Jędruszka. Najciekawsza jest oczywiście talia kart Uderęki, którą spokojnie dałoby się grać w Dixit. Każda udręka ma wieloznaczny rysunek, który można intepretować na różne sposoby.
Pozostałe ilustracje również cieszą oko, a wszystko jest utrzymane w akwarelowej stylistyce.

CO MI SIĘ MNIEJ PODOBA W GRZE Bohema?
Żmudność
Pomysł był tu ciekawy. Układamy karty, by uzyskać jak najwięcej symboli i zgrać różne inne efekty. Ostatecznie miałem wrażenie, że karty zazwyczaj do siebie nie chcą pasować, a symboli brakuje by zdobyć osiągnięcie. Nawet po rozbudowaniu swojej talii bardziej czułem, że jest ona rozwodniona, niż mocniejsza, a do regularnego usuwania słabych kart nie ma zbyt wielu okazji.
Dodatkowo, jeśli nie umieścimy w planie dnia żetonu pracy (który nie daje nam żadnych symboli), to musimy dobrać do talii udrękę. Starałem się tego nie robić, ale czasami akurat pozwalało to zdobyć upragnione osiągnięcie. Niestety otrzymana udręka, była faktycznie udręką w kolejnych turach, a bardzo łatwo zdobyć ich więcej. Owszem, można je usuwać lub wydawać inspirację, żeby zignorować, ale to ponownie oddala od nas możliwość ulepszenia własnej talii.
Całość jest mocno powtarzalna, bo zazwyczaj będziemy operować podobnymi kartami, które będziemy układać w podobnych miejscach.

WARIANT SOLO
Wariant jednoosobowy w grze Bohema występuje w 2 trybach. W podstawowej wersji możemy rozegrać partię na identycznych zasadach, co grę wieloosobową. Jedyną różnicą jest ograniczenie liczby rund do maksymalnie 8. W tym czasie powinniśmy zdobyć 5 osiągnięć. I byłby to mój ulubiony wariant tej gry, bo jest dynamiczny, nie czekamy na innych, ale… nie da się tu wygrać. Niestety, ale startową talią nie zdobędziemy wystarczającej inspiracji, by zyskać osiągnięcia, a na jej rozbudowę nie ma czasu.
Drugą opcją na grę solo jest skorzystanie ze scenariuszy Duchów czasu. W pudełku znajdziemy je 3 i każdy w jakiś sposób zmienia rozgrywkę. Zazwyczaj wprowadzają swoje własne zasady zwycięstwa i porażki, oparte na tzw. Aktywacji, czyli dobraniu karty z talii na początku rundy i rozpatrzeniu efektu przypisanego do jej koloru.
Ponownie, pomysł wydawał mi się super. Niestety mechanika samej gry chyba uniemożliwia wyjście poza daremny trud. Każda partia była dla mnie syzyfową pracą, bo co udało mi się usunąć skutki Ducha czasu (przez co nie byłem w stanie rozwinąć swojej talii), to w kolejnej rundzie powracały. I tak w kółko. Jeśli ten wariant miał nam zasymulować beznadziejną walkę z systemem, to udało się to w 100%. Niestety, przyjemność nikła.

ilustrator: Tomasz Jędruszek, Mateusz Kopacz, Roman Kucharski, Hanna Kuik
wydawca: Portal Games
wiek: 14+
liczba graczy: 1-4
czas gry: 45-60
Wracając do Syndromu paryskiego, miałem niemałe oczekiwania wobec gry Bohema. Głównie ze względu na oryginalny temat. Niestety zderzenie z mechaniką okazało się bolesne. Zamiast lekkiego spaceru wąskimi uliczkami Montmartre, dostajemy mozolną wspinaczkę po żelaznych schodach Wieży Eiffela, by na górze odkryć, że wszystko spowija gęsta mgła i nic nie widać. Każdy moment, gdy uda nam się rozwinąć skrzydła, jest niszczony przez karty udręki, które sprowadzają nas brutalnie na ziemię. Ta gra robi świetne wrażenie wizualne, ale ma trudny do zniesienia charakter – doceniam pomysł, jednak osobiście nie znalazłem w niej tej iskry, której poszukiwałem na paryskim bruku.








