Z kośćmi w planszówkach robiliśmy już chyba wszystko. Rzucaliśmy, obracaliśmy na przeciwną ściankę, używaliśmy jako workera… a teraz doszła do tego jeszcze licytacja. Chociaż pewnie i do tego gdzieś już je wykorzystywaliśmy. Mimo to, Księga Smoków wprowadza pewną drobną, ale bardzo pomysłową innowację.

Księga Smoków

CO TU ROBIMY?

Gra Księga Smoków to nowość od gdyńskiego wydawnictwa Trefl. Poszukując jednak jej początków musimy cofnąć się aż do 2017 roku, do 3 edycji Laboratorium Gier, gdzie trójka jej autorów Adam Strzelecki, Paweł Suski i Wojciech Wiśniewski, zwyciężyła właśnie tym tytułem. Tzn. znając realia tego typu warsztatów, to niekoniecznie musiała być już Księga Smoków, gdyż temat jest wybitnie doklejony.

Każdy z graczy ma do dyspozycji 3 kości w swoim kolorze, na starcie widnieją na nich wartości 3, 4 i 5. W swojej turze możemy wyłożyć dowolną ich liczbę, na dowolne karty smoków leżące na planszy głównej. Jest jednak parę ograniczeń – każde pole ze smokiem posiada minimalną wartość, oraz jeśli leżą tam już jakieś kości, musimy przebić sumę ich oczek o co najmniej 1. Zamiast wykładać kości, możemy zdobyć kartę, na której wcześniej je położyliśmy. Oczywiście jeśli dotrwają do naszej tury.

Każda karta ze smokiem oprócz punktów posiada też specjalną zdolność. I im jest ona silniejsza, tym sam smok przynosi nam mniejszą zdobycz. Wśród zdolności znajdziemy podnoszenie wartości kości, obracanie ich na przeciwną ściankę, usuwanie kart z wystawki, czy nawet blokowanie możliwości przelicytowania naszych kości na jedną rundę. Każdy gracz otrzymuje także na początku gry kartę z wylosowanym kolorem smoka, który da mu dodatkowe 3 punkty.

No dobra, ale gdzie ta innowacja? Gdy zdobywamy kartę smoka, wszystkie leżące na niej kości tracą po 1 oczku. Gdy z kolei ktoś nas przelicytuje, to nasze kości po tym 1 oczku zyskują.

Gra kończy się po wyczerpaniu liczby stosów odpowiedniej dla liczby graczy. Wygrywa osoba, której smoki są najwięcej warte.

Księga Smoków kości

JAK TO WYGLĄDA?

Nie mogę nie zacząć od okładki, na której widnieje wielkie smocze oko. A to z kolei od razu przywołuje skojarzenia z nową okładką pewnej znanej gry o dominacji gatunków, która niedługo ma zostać wydana na naszym rynku. Czy to celowy zabieg? Nie wiem, ale raczej wątpię i niepotrzebnie się doszukuję.

W pudełku znajdziemy 15 standardowych kości, kwadratowe karty, planszę i znaczniki blokady. Co ciekawe, plansza nie jest składana w standardowy sposób, tylko stanowi 3 duże puzzle. Prawdopodobnie jest to kwestia wydawnictwa specjalizującego się w puzzlach, dzięki czemu można było wykorzystać odpowiednie maszyny.

Przyczepić się mogę jedynie do znaczników blokady, bo jeden z nich jest zarazem znacznikiem pierwszego gracza. Tyle tylko, że one są w kolorach graczy, a 1 widnieje na czerwonym. Nie wyobrażam sobie grać innym kolorem, więc albo zawsze to ja byłem pierwszy, albo oznaczaliśmy to jakoś inaczej. Niefortunne uproszczenie.

Księga Smoków żetony immunitetu

JAK MI SIĘ GRAŁO NA WIĘCEJ OSÓB?

Co prawda Księga Smoków posiada na pudełku oznaczenie 2-5 graczy, jednak tak naprawdę najlepiej gra się w nią w 3-4 osoby. W pełnym składzie chaos bywa nie do ogarnięcia. Z kolei wariant dwuosobowy jest dodany trochę na siłę i wprowadza neutralną kość, która zawsze ma wartość 6, a przelicytowana przeskakuje na kolejną kartę. Jeśli były tam już jakieś kości, to je po prostu usuwa, niezależnie od ich wartości, bez zmiany ich oczek. Nie daje to niestety żadnych fajnych decyzji, a po prostu robi sztuczny tłum na planszy.

Przy odpowiedniej liczbie żywych graczy, Księga Smoków nabiera rumieńców. Musimy decydować jakie wartości i na ilu smokach położymy. Bowiem jeśli ktoś przelicytuje nasze 3 kości, to otrzymamy za to aż 3 oczka. Z drugiej strony, wygrana licytacja taką liczbą kości zabierze nam po 1 oczku z wartości każdej z nich. Często będziemy wchodzić w licytację nie po to, by zdobyć kartę, bo ta nie da nam zbyt dużo punktów, ale po to by właśnie podbić wartość swojej kości. Zarazem musimy pilnować innych, czy nie zdobędą zbyt łatwo dobrze punktowanego smoka.

I o ile ja nie przepadam za licytacją, tak tutaj zupełnie mi nie przeszkadzała. Przeszkadzał mi za to brak większej głębi w grze. Całość sprowadzała się do zdobywania smoków w kolorze, który dawał mi bonus, albo tych punktujących za 7 i 8 punktów. Zdolność najniżej wycenianego smoka w sumie pomagała głównie w zaklepaniu sobie któregoś z nich. Cała gra to głównie przepychanki na kartach. To działa i prawdopodobnie, jeśli ktoś lubi się tak przekomarzać ze współgraczami, to się tu doskonale odnajdzie. Ja jednak cenię bardziej wymyślne sposoby punktowania. Brakuje mi tu jakichś kombosów. A szkoda, bo główna mechanika z kośćmi zapowiadała się bardzo dobrze.

Księga Smoków

JAK MI SIĘ GRAŁO SOLO?

Gra Księga Smoków nie posiada wariantu solo i ze względu na charakter rozgrywki, który stawia na interakcje pomiędzy graczami, raczej trudno byłoby tu takowy zastosować.

PS. przy okazji mam dla Was kod rabatowy 20% do wykorzystania w sklepie wydawcy. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia wpiszecie PlanszSolo20

Księga Smoków
wydawca: Trefl
wiek: 8+
liczba graczy: 2-5
czas gry: 25 min.
Ocena:

Księga Smoków to gra z bardzo ciekawym pomysłem na wykorzystanie kości do licytacji. Niestety jednak potencjał nie został w pełni wykorzystany i o ile sama gra działa bardzo dobrze, to mi zbyt dużo frajdy nie daje. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się u osób lubujących się w przebijaniu ofert innych graczy.

  • Świetny pomysł na zmiany wartości kości przy licytacji
  • Decyzje przy rozmieszczaniu kości
  • Brak ciekawszego punktowania
  • Słabiej działa w parze
Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Chcesz więcej?