Tak się składa, że mam w domu osobę, która zawodowo zajmuje się badaniem właściwości roślin. W związku z tym, w różnych miejscach natrafiam na zasuszone liście pokrzywy, skrzypu polnego, o mięcie nawet nie wspominając (bo miętę to i normalni ludzie potrafią sobie suszyć). Nauczyłem się też nowego zwrotu – potencjał antyoksydacyjny – nadal jednak nie byłem na tyle dociekliwy, by dowiedzieć się co on oznacza.

Gdy wyżej wspomnianej na jej fejsbukowej tablicy wyświetliło się zdjęcie kart z Niezłych ziółek, podjęła jedną z szybszych decyzji w swoim życiu: chcę!

Niezłe ziółka Plansz Solo okładka

KLIMAT I MECHANIKA GRY

Parę dni później już sadziliśmy ziółka, tym razem te karciane. Niezłe ziółka w głównej mierze polegają na igraniu ze swoim szczęściem i kolekcjonowaniu zestawów. W swojej turze dociągamy po kolei dwie karty z ziołami i sadzimy je we wspólnym lub osobistym ogródku. Cała trudność kryje się w tym, że decyzję o przyszłej lokalizacji zioła podejmujemy od razu po wzięciu jego karty.

Zanim jednak te karty dociągniemy, możemy zdecydować, czy zetniemy wybrane zioła z obu ogródków, aby zasadzić je w jednej z naszych doniczek. A każda jest dostosowana do innego typu zbioru – w jednej sadzimy tylko takie same, w innej każda roślinka powinna być różna, kolejna przyjmuje pary ziół. Oczywiście im więcej kart spełniających warunek, tym więcej punktów na koniec gry. No i jest jeszcze słoik. Do niego wrzucamy zioła specjalne, które pozwalają nam zdobyć dodatkowe punkty, a jeśli jako pierwsi zbierzemy różne trzy takowe, to i dostaniemy ziołowe ciastko (obiecałem sobie, że nie będę poruszał w tym tekście tematów substancji nielegalnych, no ale jak widać gra sama podsuwa skojarzenia).

Niezłe ziółka karty

WYKONANIE

Napisać, że grafiki na kartach z ziołami przyciągają wzrok, to jakby wspomnieć, że Luka Modrić miał niezły rok 2018. Styl watercolor doskonale współgra z obrazkami roślin, więc wybranie go do zilustrowania tej pozycji wydaje się obowiązkowe. Wszystko jest spójne i czytelne.

Jedynie pudełko, mimo że niewielkie, to i tak jest zbyt duże jak na swoją zawartość. Oprócz głównych kart ziół i doniczek, znajdziemy w nim także kilka dodatkowych z ciekawostkami i informacjami na temat roślin występujących w grze. Przyjemne.

Niezłe ziółka estragon

ROZGRYWKA WIELOOSOBOWA

Mechanika push your luck nie należy do moich ulubionych, bo zawsze albo odezwie się cykor, przez co zdobędę mniej punktów niż mogłem, albo wręcz przeciwnie, zgrywam bohatera i wszystko co mogło mi zapunktować zostanie rozdysponowane między innych, zanim zdążę coś zrobić. Mimo to w Niezłych ziółkach można sobie całkiem dobrze obliczyć pewne prawdopodobieństwo na podstawie zawartości ogródków prywatnych naszych współgraczy i liczby osób które będą miały okazję jeszcze w tym wspólnym zamieszać. Dodatkowo gdy gramy w komplecie, w grze są wszystkie karty, więc nawet co nieco można sobie policzyć.

W pewnym momencie każde spotkanie planszówkowe zaczynaliśmy dwiema partiami Niezłych ziółek. Całość da się zamknąć w 10 minutach, więc zdecydowanie sprawdza się jako lekki filler. Po kilkunastu rozgrywkach zaczyna być jednak trochę schematycznie, bo przez mocno losowy dociąg kart zwykle jest kilka momentów, w których przesadzenie ziół wręcz powinno nastąpić. Dobrze, jeśli trafi to akurat na naszą turę, gorzej, gdy takie momenty omijają nas szerokim łukiem przez kolejne gry. Po pewnym czasie wszyscy także zwykle pierwszą dociąganą kartę wrzucają do wspólnego ogródka, oczekując, że druga karta będzie ziołem specjalnym. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy takowe trafi się jako pierwsze lub któryś rodzaj jest wybitnie zbierany w danej chwili.

Całkiem ciekawym urozmaiceniem jest wariant zespołowy, w którym sumujemy swoje wyniki (lub w opcji hard bierzemy pod uwagę niższy wynik jednej z osób z drużyny). Dzięki niemu, nie jesteśmy już tak osamotnieni w naszym nieszczęśliwym dociągu kart i błędnych decyzjach o momencie przesadzenia ziół.

Niezłe ziółka rewersy kart

TRYB SOLO

Wariant jednoosobowy wprowadza stos kart odrzuconych, który w założeniu ma trochę imitować żywego przeciwnika. Tam ląduje jedna z trzech kart, które dociągamy w trakcie naszej rundy. Tam też musimy wyrzucić wszystkie zioła ze wspólnego ogródka, gdy pojawi się w nim piąta karta.

W grze bierze udział tylko losowo wydzielona połowa kart, więc niektóre zioła mogą nam się nawet wcale nie pojawić. Autor sugeruje zagrać od razu dwie partie, obiema połówkami talii, żeby zniwelować losowość, a ostateczny wynik zsumować z obu rozgrywek.

Moje odczucia do trybu solo są podobne jak do całej gry – krótki czas rozgrywki sprawia, że można partię rozegrać pomiędzy czymś cięższym lub po prostu gdy mamy mniej czasu, jednak nie daje on wystarczająco dużo zabawy, żebym chciał grać w kółko. Brak żywego przeciwnika ogranicza mocno niepewność, a zasada odrzucania kart ze wspólnego ogródka sprawia, że jeszcze bardziej niż w rozgrywce wieloosobowej dostajemy momenty, w których po prostu trzeba przesadzić zioła do doniczek. Bardzo mało w tym łamigłówki, więc i brak satysfakcji z podjętych decyzji.

Niezłe ziółka
wydawca: Granna
wiek: 8+
liczba graczy: 1 - 4
czas gry: 20 min
Ocena:

Ciekawostka: Niezłe ziółka, swoją ocenę mają zawartą w nazwie. Są świetnym przerywnikiem między cięższymi tytułami, a do tego mają bardzo przyjemną oprawę graficzną. Dla miłośników tematu pozycja obowiązkowa, inni też nie powinni być zawiedzeni, gdyż przesadzanie ziół do doniczek jest wbrew pozorom całkiem przyjemne.

  • oprawa graficzna
  • wariant drużynowy
  • świetna jako filler
  • po pewnym czasie staje się nieco schematyczna
  • mało satysfakcjonujący wariant solo
Facebook
Twitter
Komentarze
avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Chcesz więcej?