Easter egg (dosłownie jajko wielkanocne) to ukryta niespodzianka lub żart wrzucony przez twórców do gry, filmu lub innego dzieła. Nie jest on potrzebny do odpowiedniego odbioru czy działania, ale sprawia frajdę przy odnalezieniu. Jest to w pewnym sensie puszczenie oka do odbiorcy. I ta definicja nieprzypadkowo pojawia się przy materiale o grze Pierwsza osada.

O CO CHODZI W GRZE Pierwsza osada?
Kto grał w komputerowych Settlersów, ten wie, że w budowie osady najważniejsze jest utworzenie odpowiednich zależności zaopatrzeniowych pomiędzy budynkami. Karczma potrzebuje dostępu do żywności w postaci przystani rybackiej i targu. Rolnik uprawia pole, a zboże z niego trafia do młyna. To wszystko jest proste niczym najkrótsza wydeptana pomiędzy tymi budynkami ścieżka.
Każdy z graczy dostaje do dyspozycji własną wyspę, na której będziemy urządzać swoje osady. Te będą się składać z siatek kart 4×4. Zaczynamy z 2 kartami w ręku, wybieramy jedną z nich i umieszczamy przed sobą. Następnie wybieramy jedną z dwóch odkrytych kart obok talii i ją również dokładamy do własnej wyspy. W miejsce dobranej karty odkładamy pozostałą nam w ręce i dobieramy 2 nowe, z których będziemy wybierać w kolejnej rundzie.
Spokojnie, to tylko brzmi skomplikowanie, tak naprawdę jest banalnie proste. Karty dokładamy w taki sposób, by zyskać jak najwięcej punktów, a zapewni nam je odpowiednie sąsiedztwo wynikające z właściwości danego budynku, o których nieco wspomniałem wyżej.
Gra kończy się po 8 rundach, gdy wszyscy zapełnimy swoje wyspy. Następnie podliczamy punkty w notesie, a wygrywa osadnik, który zdobył ich najwięcej.

CO MI SIĘ PODOBA W GRZE Pierwsza osada?
Easter eggi
Nieprzypadkowo we wstępie przybliżyłem definicję tego zjawiska, gdyż w tej grze napotkamy ukryte niespodzianki praktycznie na każdym kroku. Już okładka wita nas stojącym pod bramą osady Wiedźminem i lecącym w tle Supermanem (czy to przypadek, że obie postacie grał Henry Cavill? Szczerze wątpię). Mamy tu też Shreka, Wally’ego, Gandalfa, grzybki z Mario i wiele, wiele więcej.
Grę ilustrował Roman Kucharski, któremu ewidentnie siedzą takie osadnicze tematy. Ma w swoim portfolio gry Osadnicy: Królestwa północy, czy Zamek (dwuosobową wersję Carcassonne), gdzie na kafelkach również pochowało się sporo smaczków.
Mechanika znana z Ekosystemów
Długo unikałem tego porównania, ale w końcu musiało nadejść. Pierwsza osada to tak naprawdę My Little Ekosystem. Układamy tutaj siatkę kart 4×4 zamiast 5×4, punktacja jest dużo prostsza niż w trylogii ze zwierzątkami, a w swojej turze wybieramy z mniejszej liczby kart. Ale to jest właśnie plus tej gry, bo wszystkie Ekosystemy działają bardzo dobrze, a tu dla mnie jest fajniejszy temat.

CO MI SIĘ MNIEJ PODOBA W GRZE Pierwsza osada?
Brak skalowania
W pudełku mamy 81 kart i o ile w pełnym składzie osobowym zdecydowana większość pojawi się w grze, tak na 2 osoby sporo z nich nie wejdzie. Może być tak, że wszystkich 9 rolników wywieje na sam spód talii, a na górze będą jego chaty i młyny, które punktują tylko za obecność tych dżentelmenów w sąsiedztwie. Wiadomo, że to skrajny przypadek, ale wystarczyłoby podczas przygotowania do gry dobrać do talii proporcjonalnie każdy rodzaj kart, by zniwelować ten problem.

Pierwsza osada solo
Co prawda Pierwsza osada nie posiada wariantu solo, jednak polecam śledzić moje social media (Facebook, Instagram) bo postaram się coś w tym temacie przygotować.

ilustrator: Roman Kucharski
wydawca: Nasza Księgarnia
wiek: 8+
liczba graczy: 2-4
czas gry: 20 min.
Pierwsza osada to prosta i przystępna gra karciana, która łączy lekką mechanikę z dużą dawką ukrytych smaczków. Świetnie sprawdzi się dla osób szukających nieskomplikowanej, ale wciągającej rozgrywki. Ma drobne mankamenty techniczne, jednak w ogólnym rozrachunku pozostawia po sobie pozytywne wrażenia.








