#WspółpracaReklamowa Grę otrzymałem od wydawnictwa Nasza Księgarnia. Nie ma to jednak żadnego wpływu na moją opinię.

Jeśli książek nie powinniśmy oceniać po okładce, to co powiedzieć o grach planszowych, których okładki krzyczą do nas klimatycznymi ilustracjami? Weźmy taki Syndykat zbrodni. Nowojorska ciemna uliczka, lata 30. XX wieku, na pierwszym planie gangster w stroju rodem z serialu Peaky Blinders, a w tle widzimy jego kolegów podczas potyczki z członkiem wrogiego gangu. Za to w środku przeciąganie liny za pomocą żetonów z cyframi.

Syndykat zbrodni

CO ROBIMY W GRZE SYNDYKAT ZBRODNI?

No bo jeśli miałbym komuś pokazać na czym polega zabawa w przeciąganie liny, to zagranie w Syndykat zbrodni byłoby zaraz za chwyceniem za linę.

Plansza to umowna mapa Nowego Jorku z jego pięcioma dzielnicami. Na początku w każdej jest równowaga. Wystarczy jednak, że któryś z graczy wyśle tam swojego członka gangu (położy żeton) i już znacznik przemytu przeskakuje w jego stronę.

Każda dzielnica ma 2-3 potyczki, czyli rzędy z polami, na które możemy kłaść żetony. W momencie zapełnienia takiej potyczki następuje przemyt. Sprawdzamy po czyjej stronie leży znacznik i ten gracz otrzymuje pieniądze z przemytu w tej dzielnicy.

To jednak nie wszystko, bo pola posiadają często ikony określające dodatkowe działania, takie jak nabór do gangu (większy wybór żetonów), wezwanie wzmocnienia (dobranie bonusowego żetonu o silnym działaniu), przesunięcie znacznika przemytu w tej lub innej dzielnicy, czy po prostu leżące na ulicy pieniądze.

Pola w dzielnicach mogą być rzeką lub ulicą. Określa to rodzaj jednostki, jaki możemy tam wysłać. Mamy też skorumpowanych policjantów, którzy działają jak jednostki uniwersalne.

Jeśli przeciwnik wyjątkowo nam odpuści, możemy dzielnicę zamknąć przed rozpatrzeniem wszystkich jej potyczek. Będzie to oznaczało, że przejęliśmy nad nią bezwzględną kontrolę i zgarniamy od razu wszystkie profity, które w niej pozostały.

Gra kończy się, gdy któryś z graczy osiągnie 25 punktów bogactwa.

Syndykat zbrodni Brooklyn

JAK WYGLĄDA SYNDYKAT ZBRODNI?

Jak już wspomniałem we wstępie, ilustracja na okładce gry Syndykat zbrodni jest bardzo klimatyczna. Nie można tego niestety powiedzieć o pozostałych elementach gry. Plansza byłaby całkiem czytelna, gdyby nie dziwna decyzja z kolorami. Chodzi mi o to, że do dyspozycji graczy są dwa kolory – pomarańczowy i niebieski, a pola na planszy są z kolei brązowe i niebieskie. I nie ma to żadnego związku, gdyż po prostu na brązowych polach kładziemy jednostki lądowe, a na niebieskich wodne. Te z kolei oznaczone są ilustracją, co na początku nie jest intuicyjne. Czy nie można było dać graczom bardziej odróżniających się od pól na planszy kolorów?

Poza tym ikonografia jest czytelna, z wyjątkiem polem wzmocnienie gangu, które oznacza wzięcie od razu do siebie żetonu wzmocnienia, a wygląda jakby brało się żeton wzmocnienia oraz nowego członka gangu. Na szczęście każdy z graczy ma zasłonkę, a na niej ściągę ze wszystkimi jednostkami i ikonami. Niestety i tutaj wkradł się drobny błąd w opisie szefów gangsterów i przemytników. Mianowicie pominięta jest tam informacja o braniu pod uwagę skorumpowanych policjantów, co w instrukcji jest już napisane.

Syndykat zbrodni zasłonka

JAK MI SIĘ GRAŁO W 2 OSOBY?

Syndykat zbrodni jest grą dwuosobową i muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych dwuosobówek w jakie grałem. Mechanika przeciągania liny działa tu idealnie, zwłaszcza że do dyspozycji mamy kilka dzielnic i musimy pilnować kilku lin. Interakcja jest tu główną cechą.

Bardzo fajnie można manipulować znacznikami przemytu odpowiednio wykładając żetony. Pole, na jakie się wystawimy też często ma niemałe znaczenie pod względem taktycznym. Bardzo liczy się też odpowiednie wyczucie czasu.

Zestaw żetonów u każdego gracza jest taki sam, jednak możemy wprowadzać drobną asymetrię poprzez dobieranie w trakcie gry żetonów wzmocnienia, co potrafi nieźle zaskoczyć. Żetony dobieramy z worka, co niestety wpływa na losowość i może się zdarzyć, że przeciwnik będzie miał same wysokie wartości, a nam ciągle będą przychodziły te o sile 1.

Czas rozgrywki jest błyskawiczny, jak głosił tytuł w oryginalnym wydaniu (Blitzkrieg, w klimacie II wojny światowej), przez co wspomniana losowość jest totalnie do wybaczenia. Może na początku nie uda nam się zmieścić w pudełkowych 20 minutach, ale 30 nie powinniśmy przekroczyć.

W pudełku mamy od razu dodatek wprowadzający mapę Los Angeles, które ma dużo więcej dzielnic, jednak w każdej po jednej potyczce, a aktywne mamy tylko 4 z nich. Niebieski gang zastępujemy tutaj też szarym, co ma znaczenie raczej kosmetyczne, bo jedyną różnicą jest dodatkowy żeton jednostki (Antonio o sile 4, nie podlega szefom) i delikatnie zmienione proporcje sił wśród pozostałych gangsterów.

Dobrze, że jest ta dodatkowa mapa, bo to zawsze jakieś urozmaicenie po rozegraniu wielu partii, jednak mi zdecydowanie lepiej grało się na tej podstawowej i to do niej będę głównie wracał.

Syndykat zbrodni solo

JAK MI SIĘ GRAŁO W SYNDYKAT ZBRODNI SOLO?

Wariant solo do gry Syndykat zbrodni stworzył Dávid Turczi, który znany jest z projektowania takich trybów do różnych gier. Nie jestem fanem Węgra, bo zazwyczaj jego warianty (jak i same gry, które projektuje) są strasznie przekombinowane. Podobnie jest i tutaj.

Co prawda tura gracza przebiega w standardowy sposób, ale turę wirtualnego przeciwnika przeprowadzamy sprawdzając trzy drzewka decyzyjne. A nie są one zbyt precyzyjne, więc praktycznie co turę miałem mnóstwo wątpliwości jak mam cokolwiek zinterpretować.

Jeśli tura automy trwa 3 razy dłużej niż moja własna, to coś zdecydowanie jest nie tak. Poszukiwania odpowiedniego rozwiązania wybijają z rytmu i jeśli miałem jakiś plan, to gdy przychodziła moja kolej, nie byłem sobie w stanie szybko przypomnieć na czym miał polegać.

Osobny akapit należy się polskiemu tłumaczeniu tego wariantu, które jest po prostu kiepskie i nie pomaga w zrozumieniu i tak już zagmatwanych zasad. Brakuje tu przede wszystkim podstawowej informacji, co mamy zrobić w turze automy. Domyślam się, że położyć jakiś jego żeton w jakimś miejscu, ale nigdzie wprost nie jest to napisane. Ponadto, jako podstawowy sposób rozpatrywania decyzji automy wskazano coś, co jest oryginalnie określone dodatkowymi zasadami w wyjątkowych przypadkach. I samo z siebie nie pomaga w żaden sposób. Nie wytłumaczono również sposobu działania paru ikon, np. przesunięcia się w innej dzielnicy.

Niestety Syndykat zbrodni w wariancie solo jest dla mnie sporym zawodem, a rozgrywki były drogą przez mękę, która dodatkowo nie była zbyt wielkim wyzwaniem.

Syndykat zbrodni
autor: Paolo Mori
ilustrator: Mariusz Gandzel
wydawca: Nasza Księgarnia
wiek: 12+
liczba graczy: 2
czas gry: 20 min.

Syndykat zbrodni to świetna gra dwuosobowa w przeciąganie liny za pomocą żetonów. Jak ktoś bardzo chce to znajdzie tu nawet ten gangsterski klimat z okładki. Trochę wybaczalnej losowości, która w tego typu grze aż tak bardzo nie doskwiera. Jest tu też kilka niezrozumiałych decyzji wydawniczych, jak np. kolory graczy i pól na planszy. Wariant solo niestety zawodzi, dla mnie jest wręcz niegrywalny.

  • Mechanika przeciągania liny świetnie działa w rozgrywce dwuosobowej
  • Błyskawiczne partie
  • Kolory graczy mylące się z polami na planszy
  • Dla mnie niegrywalny wariant solo
Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Chcesz więcej?