Ta dzielnica wiecznego szczęścia rozrasta się nadal/Z każdym dniem bogatsza o nowego sąsiada/Co świadomie, choć za namową chorych urbanistów/Wybudował sobie nieruchomość umysłu – powyższe wersy pewnego szczecińskiego barda przekornie towarzyszyły mi podczas rozgrywek w grę Urbanista.

Urbanista pudełko

Jest to trzeci tekst o grach z serii Gry do kieszeni wydawnictwa Lucky Duck Games Polska. O pozostałych trzech można poczytać tutaj.

CO TU ROBIMY?

Przekornie, bo podczas rozgrywki umysł musimy rozruszać całkiem poważnie. Chodziło zresztą pewnie głównie o to, że słowo Urbanista nie jest zbyt często używane w utworach muzycznych, a w tym akurat przypadku zostało mocno przez autora zaakcentowane. I lubię ten utwór. Ale wystarczy już o muzyce.

W tekście o grze Urbanista nie sposób uniknąć porównań do innej gry, za którą odpowiedzialne jest trio autorów Aramini/Devine/Kluka, a mianowicie Pionierów. Ogólny pomysł jest bardzo zbliżony. Mamy 18 kart, 3 z nich lądują obok jako cele na daną rozgrywkę, a z pozostałych będziemy budować miasto. Z tą różnicą, że karty dobieramy bardziej standardowo, ze stosu, a cała rozgrywka jest kooperacyjna.

Na kartach mamy 4 rodzaje rejonów – handlowy, przemysłowy, mieszkalny i parkowy. Co ciekawe, na każdej karcie występują wszystkie 4, zmienia się jedynie ich kolejność. I kształt dróg przez kartę biegnących. Karty dokładamy do siebie tak, by sąsiadowały przynajmniej 1 rejonem. Możemy też jakiś rejon przykryć nową kartą.

Gra kończy się, gdy wyłożymy na stole ostatnią kartę. Podczas punktacji sumujemy pola składające się na największe rejony każdego rodzaju, punkty z kart celów oraz odejmujemy po 1 za każdą drogę, która znajduje się w naszym mieście. Wygrywamy, jeśli nasz wynik jest przynajmniej równy sumie numerów z kart celów.

Urbanista komin

JAK TO WYGLĄDA?

Z okładki wita nas nieco futurystyczny przez swoje pomarańczowe okulary pan w kasku, dzierżący w ręku dosłowne blueprinty. Niepokojące mogą być dwie rzeczy. Dlaczego na ramieniu ma torbę listonosza? I dlaczego robi sobie daszek z dłoni, mając takowy na kasku?

Autorka okładki nie została opisana na końcu instrukcji, ale fanpage wydawnictwa informuje, że ponownie jest nią Karolina Jędrzejak. I ponownie nadała pudełku zdolność przyciągania wzroku, gdy w pierwotnej wersji mieliśmy coś na zasadzie screenshota z rozłożonych kart.

Same karty pozostały w oryginalnej stylistyce i to słuszna koncepcja, gdyż są czytelne i posiadają swoisty urok. Odhaczając nawiązanie do retro gier, przypominają mi mocno rzut z góry na miasto, jaki mogliśmy obserwować w dwóch pierwszych częściach GTA. Po drogach jeżdżą samochody, rejony przemysłowe mają kominy (niektóre nawet kopcą dymem), przed centrami handlowymi są parkingi, a w parku boisko. Szczegółów tych zupełnie nie widzimy w trakcie gry. Ale miło, że są.

Urbanista cele

TRYB SOLO

Zwykle w tym momencie tekstu występuje nagłówek o rozgrywce wieloosobowej. Ale nie tym razem. Zagrałem parę razy solo, potem parę razy w 2 osoby. W więcej nawet nie próbowałem. Bo i po co. Już w parze czułem, że w sumie spoko, że mogę coś z kimś skonsultować, ale tak naprawdę to nie odczuwałem tego braku grając samemu.

Urbanista solo działa wyśmienicie. Mamy na ręku 3 karty, kolejną widzimy w stosie, znamy zadania i kombinujemy jak tu wyciągnąć jak najwięcej punktów z celów, pamiętając przy tym o dużych skupiskach jednego rodzaju rejonu. No i bez mnożenia dróg, bo te drogi to jest pomysł jakiegoś sadysty. Gość, który je do tej gry dodał musiał czerpać niesamowitą przyjemność z obserwowania jak testerzy się męczą i denerwują tymi szarymi odcinkami ulic.

Oczywiście wedle tego, co wspominałem przy okazji punktacji, im karta celu ma wyższy numer, tym więcej punktów możemy na niej nastukać. I dobrze by było zdobyć przynajmniej tyle, ile ten jej numer wynosi. Co ciekawe, na karcie z numerem 1 nie jesteśmy w stanie żadnych punktów zdobyć, możemy nią jedynie zniwelować do zera to, co stracimy za drogi, a dodatkowo możemy stracić coś jeszcze, jeśli je źle zbudujemy.

No jest różnorodnie, kombinacji tych 3 kart z 18 jest ogrom, więc każda rozgrywka musi być inna. Nie każda jednak będzie do wygrania. Krążą plotki, że uda nam się wygrać jedynie 30% z nich i to w pewnym stopniu się sprawdza w moich partiach. Najlepiej mi szło, gdy cel podpowiadał budowanie jednej długiej drogi. Ale myślę, że i bez celu to nienajgorsza strategia. Niby jest to mała i prosta gierka, ale po każdej rozgrywce byłem taki zmęczony, że serce krzyczało jeszcze raz!, a mózg odpowiadał na tyle szybko, na ile był w stanie daj odpocząć!

Wariant na więcej osób nie różni się zbytnio od tego jednoosobowego, poza tym, że z 3 kart na ręku wybieramy jedną, dyskutujemy z resztą nad możliwościami jej dołożenia, a gdy już zadecydujemy co z nią zrobić, to dwie pozostałe przekazujemy następnemu graczowi. Sami dobieramy wtedy 1, która czeka na dwie dostarczone nam w kolejnej naszej turze. Zasadniczo karty na naszym ręku są tajne, więc możemy podejmować nieoptymalne decyzje wyboru spośród nich, a to zwiększa poziom trudności jeszcze bardziej. Można oczywiście grać w otwarte karty, jednak ich niejawność jest sposobem na wykluczenie z gry syndromu lidera.

Urbanista park

MINI DODATKI

Polski wydawca postanowił dodawać do gry 4 mini dodatki: Potwór, POI, W budowie oraz Plaże. Dwa pierwsze zawierają po 1 karcie, dwa kolejne po 4. Wydają się one propozycją idealną dla masochistów, gdyż dodają one albo niespodziewane wydarzenie, albo dodatkowy warunek punktowania. Poza tym np. plaże trzeba dokładać od razu i ograniczają nam one miasto z 3 stron.

Mimo wszystko jest to świetne rozwiązanie, gdyż Urbanista pozwala na w miarę szybkie rozegranie wielu partii, a wtedy stopniowe wprowadzanie rozszerzeń zawsze jest pożądane. Szczególnie, że przy 4 dodatkach możemy je dowolnie mieszać i z ogromu kombinacji z podstawowej gry wychodzi nam liczba, którą bym policzył, ale niestety po rozgrywkach w Urbanistę mój mózg nadal trochę musi odpocząć.

Urbanista
wydawca: Lucky Duck Games
wiek: 8+
liczba graczy: 1-4
czas gry: 20 min.
Ocena:

Urbanista to doskonała propozycja dla osób lubiących jednoosobowe łamigłówki. Moim zdaniem rozgrywkę wieloosobową należy tutaj traktować jako miły dodatek. Kombinacje kart zapewnią nam ogromną różnorodność rozgrywek. Mimo niedużych rozmiarów, namóżdżymy się tutaj nie gorzej niż w dużo większych grach.

  • Regrywalna
  • Wymagająca
  • Chciałoby się zagrać kilka partii pod rząd...
  • ...ale strasznie męczy mózg
Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments