Mamy dzisiaj mały jubileusz, bo to recenzja nr 100 na tym blogu. Akurat tak wyszło, że jest poświęcona grze, która od ponad 25 lat nie schodzi ze sceny. Grze, która w Polsce ma już 4 wydanie i zazwyczaj nieznacznie zmieniała się jej nazwa na okładce. Tym razem widnieje tam tytuł Zaginione Miasta: Pojedynek.

O CO CHODZI W GRZE ZAGINIONE MIASTA: POJEDYNEK?
Tytułowe Zaginione Miasta, to cele naszych wypraw. Jest ich 5 i nie musimy się wybierać do każdego, bardziej chodzi o zysk netto. Na zmianę z naszym przeciwnikiem (jest to gra wyłącznie dwuosobowa), będziemy wykładać karty (i właśnie jakikolwiek klimat uleciał, już w 3 zdaniu opisu, ehh), które umownie reprezentują nasz postęp w każdej z ekspedycji. Każda rozpoczęta ekspedycja kosztuje (-20 pkt.), więc trzeba je rozpoczynać strategicznie, bo możemy zakończyć na minusie.
Karty w ekspedycji muszą być wykładane rosnąco wartościami, ale niekoniecznie jedna po drugiej, bowiem każda wartość w każdym kolorze występuje dokładnie raz, a przeciwnik korzysta z tej samej talii.
Alternatywnie, zamiast zagrywać kartę do swojej ekspedycji, możemy ją odrzucić na stos w danym kolorze. Niezależnie co zrobimy, zawsze na koniec dobieramy kartę do ręki – albo w ciemno ze stosu, albo wierzchnią z odkrytych stosów kart odrzuconych.
Ta ostatnia rzecz jest szczególnie istotna w kontekście zakończenia gry, gdyż następuje ono nagle w momencie wyczyszczenia stosu dobierania. Sumujemy wtedy każdą wyprawę osobno, odejmując koszty rozpoczęcia, uwzględniamy karty sponsorów (każda podbija mnożnik wyniku, również na minus), a w przypadku, gdy nasza ekspedycja składa się z przynajmniej 8 kart, otrzymujemy dodatkowe 20 pkt.
By zniwelować losowy dociąg kart, instrukcja sugeruje rozegranie 3 partii i ustalenie wyniku po zsumowaniu ich rezultatów.

CO MI SIĘ PODOBA W GRZE ZAGINIONE MIASTA: POJEDYNEK?
Sporo głębi przy banalnych zasadach
Reguły są tu naprawdę proste – najpierw wykładamy kartę z ręki na jedno z dwóch możliwych miejsc, a potem dobieramy na rękę nową kartę, ponownie z dwóch możliwych miejsc. I te decyzje to cała magia tej gry.
Dobieranie z głównego stosu przyspiesza koniec gry, a odkładanie kart na jeden ze stosów zamiast do ekspedycji, może dać przypadkiem przeciwnikowi nowe możliwości. Trzeba też wyczuć moment, w który należy przestać kisić na ręku te 8, 9 i 10 i zacząć je już wykładać. Przez większość gry musimy ważyć ryzyko.
Szybka rozgrywka
Przez wspomnianą prostotę zasad, rozgrywki są naprawdę dynamiczne. Owszem, trafią się momenty, gdy karty na ręku wywołają chwilę zastanowienia, ale nadal, ta chwila będzie raczej krótsza.
Wariant Kamienie Milowe
Podstawowej grze niczego nie brakuje, jak widać w poprzednich akapitach ta prostota jest wręcz atutem. Nie zaszkodzi jednak mieć nieco urozmaicenia. I tym właśnie są Kamienie Milowe. W tej wersji dostajemy je od razu w pudełku i jeśli chcemy, możemy dodać je do rozgrywki.
A zmieniają one nieco flow samej rozgrywki. Mamy 2 rodzaje Kamieni: kto pierwszy, ten lepszy oraz na koniec gry. Te pierwsze mogą nieco wywrócić początek, gdy będziemy dążyć do ich spełnienia, zamiast grać w standardowy i sprawdzony sposób. Drugie z kolei mogą odwrócić końcowy wynik.
Nie jest to niezbędne i może zaburzyć przebieg w podstawowej wersji, ale są nieobowiązkowe, a zawsze fajnie nie musieć korzystać z czegoś, z czego skorzystać można.

CO MI SIĘ MNIEJ PODOBA W GRZE ZAGINIONE MIASTA: POJEDYNEK?
Losowość
Wiadomo, w tego typu grach jest nieodzowna i zarazem czas rozgrywki ją nieco usprawiedliwia, ale nadal, gdy będę dobierał cały czas karty, które nie pozwolą mi ułożyć znośnego punktowania, to choćbym był najlepszym strategiem, pewnego pułapu nie przeskoczę.
Zagmatwana punktacja
No bo najpierw odejmujemy te 20 punktów (co też nie jest intuicyjne), potem sumujemy karty w ekspedycji. Teraz mnożymy przez sponsorów – każda karta ma napisane „x2” i jest to matematycznie niezgodne z działaniami, które będziemy wykonywać, bowiem mając 2 karty sponsorów z symbolem „x2”, mnożymy swój wynik razy 3.
Następnie, jeśli spełnimy warunek, możemy dodać punkty za wielką ekspedycję. Mało? Są jeszcze Kamienie milowe. Po tym wszystkim możemy w końcu uzyskać swoje upragnione -2 punkty.

ilustrator: Dennis Lohausen
wydawca: Nasza Księgarnia
wiek: 8+
liczba graczy: 2
czas gry: 30 min.
Czy Zaginione Miasta to odpowiedź na mityczne pytanie: Jaka gra dla 2 osób? Z pewnością. To klasyka gatunku przyciągająca prostotą i strategiczną głębią w jednym. Zawsze trzyma w napięciu. Warto jednak pamiętać, że losowość wpływa tu często na wynik, a wielowątkowy system liczenia punktów może sprawić trudność dzisiejszej młodzieży oczekującej zmiany kadru co 2 sekundy w rytm muzyki w tle w aplikacjach z filmikami. No i szkoda, że często punktacja jest taka marna, albo po prostu muszę jeszcze poćwiczyć.







