Za nami pierwszy w historii ogólnopolski dzień gier planszowych. Popularna sieć marketów, do których na zakupy chadza się ponoć w soboty, zasypana została z tej okazji różnego rodzaju grami. Wśród nich był także wiecznie żywy Splendor. To dobry powód, aby w końcu przyjrzeć się jego wariantom solo.

Splendor solo

Tak, dobrze przeczytaliście, albowiem mam dla was dzisiaj nie jeden, nie dwa, ale aż trzy warianty! Oryginalne zasady gry Splendor są bardzo proste, podobnie jak ich jednoosobowe implementacje. W związku z tym pozwoliłem sobie na drobny przegląd dostępnych na forum BGG opcji i wybrałem takie, które moim zdaniem są najciekawsze.

Niewątpliwie pomógł mi w tym wątek założony przez Mikołaja Laczynskiego, który zebrał wszystkie dostępne warianty w jednym miejscu, przy okazji opisując kilka z nich. Poszukiwał on wariantu jak najbardziej zbliżonego do rozgrywki z żywym przeciwnikiem, odrzucając w założeniu wszelkie pasjansowe wynalazki. Ja starałem się tak nie ograniczać, ale okazało się, że mocno poza jego listę nie wyszedłem.

ŹRÓDŁA

Wszystkie trzy warianty zebrałem w jednym pliku, który znajdziecie poniżej:

1. Wariant przeciwko wirtualnemu przeciwnikowi (wymaga kości K6)

Autor: Marius van der Merwe (@Sciurus)

Źródło: https://boardgamegeek.com/thread/1237984/solo-variant-against-ai-opponent-requires-one-d6

2. Szybki wariant solo

Autor: Jeffrey (@LocutusZero)

Źródło: https://boardgamegeek.com/thread/1387164/article/19548915#19548915

3. Pięciu Arystokratów

Autor: Zen (@zenxacred)

Źródło: https://boardgamegeek.com/thread/1165176/solo-variant-5-nobles

WRAŻENIA

1. Pierwszy z opisywanych wariantów jest najbardziej zbliżony do rozgrywki wieloosobowej, gdyż w grze występuje kość, która symuluje ruchy przeciwnika. Przez większą część gry to właśnie ona będzie decydować o tym, co weźmie nasz wyimaginowany rywal.

Nasze tury nie będą się znacząco różnić od standardowej gry w Splendor. Podobnie zresztą jak warunek zakończenia gry. Możemy za to manipulować poziomem trudności, określając na początku, kogo mogą odwiedzać arystokraci.

Grając na średnim poziomie trudności poszło mi nadzwyczaj lekko. Na pewno wpływ na to miał zależny od kości dociąg kart przeciwnika, bo przez większość czasu zbierał karty z czerwonym kamieniem, a jak wiadomo, w tej grze specjalizacja w jednym kolorze nie jest najlepszą strategią.

Podobno można też wirtualnego przeciwnika przechytrzyć, rezerwując karty 3 poziomu, które miałby zaraz sprzątnąć. W mojej partii nie był jednak nawet blisko ich pozyskania.

Splendor arystokraci

2. Drugi z wariantów pojawił się już po publikacji wspomnianego na początku wątku porównawczego. Jego autor mocno już odpłynął od standardowych zasad i zrobił z gry Splendor prostą łamigłówkę.

Mianowicie otrzymujemy po 3 żetony każdego koloru i traktując je jednorazowo mamy zdobyć po 4 karty każdego koloru. Wariant ten jest na tyle krótki, że rozegrałem dosyć sporo partii pod rząd. Niestety żadnej nie udało mi się wygrać. Nawet w końcu dodałem 3 żetony złota, bo nie było to sprecyzowane w zasadach i uznałem, że może jest to niezbędne. Nie poprawiło to jednak znacząco mojej sytuacji.

Głównym problemem tego wariantu jest to, że jest mocno zależny od początkowego dociągu kart. Jeśli w pierwszym rzucie nie wyjdą nam te najtańsze, to niemal pewne, że zaraz się zablokujemy. Na szczęście czas trwania setupu i pojedynczej partii są na tyle przystępne, ze można od razu zacząć od nowa, poszukując idealnego dociągu kart.

Splendor żetony

3. Ostatniemu z opisywanych wariantów również bliżej jest do pasjansa niż wieloosobowej rozgrywki. Jest to wariant polegający na biciu swojego rekordu. Karty rozwoju mamy rozłożone w 2 rzędach i musimy odpowiednio planować swoje ruchy, gdyż zakup karty sprawia wyczyszczenie całego rzędu w którym leżała. Ja dobierałem je trochę nieprzemyślanie, przez co prawdopodobnie uciekło mi kilka istotnych kart.

Dodatkowo z talii 3 poziomu mamy w grze wyłącznie 5 kart punktujących najwyżej. Mają one też wspólną cechę kombinacji kosztu na poziomie 7 + 3. Grę kończy zdobycie wszystkich pięciu lub wyczerpanie wspólnego stosu kart poziomi 1 i 2. Z tym, że pierwszy warunek wydaje mi się niemożliwy, bo nawet zakładając za każdym razem uzupełnianie kosztu żetonami, potrzebujemy po 4 karty każdego z 5 kolorów. Kart 1 i 2 poziomu jest razem 70, z czego uda nam się kupić 25%, czyli w zaokrągleniu 18 kart. No nie wystarczy. Oczywiście karty 3 poziomu, które kupimy, zaczynają się nam liczyć jak każde inne, ale to nadal wymaga niesamowicie szczęśliwego dociągu.

Pozostaje nastawić się na standardowe piłowanie rekordów, a do tego ten wariant powinien nadawać się całkiem znośnie.

Jeśli nie chcesz w przyszłości przegapić kolejnych wariantów jednoosobowych do swoich ulubionych gier, zapraszam do śledzenia profilu Plansz Solo na FB.

Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Chcesz więcej?