Określenie syzyfowa praca oznacza pracę bez końca, ciężką, bezcelową, niedającą żadnych efektów. Jego synonimami są beczka Danaid (o równie mitologicznym podłożu), walka z wiatrakami, orka na ugorze, zawracanie kijem Wisły, czy moja ulubiona robota głupiego. Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Bo dzisiaj parę słów o grze Monster City.

Monster City pudełko

CO TU ROBIMY?

W grze bowiem na zmianę będziemy budować i niszczyć. Każdy zaczyna ze skromnym miastem, do którego spokojnie mógłby już sprowadzać turystów, bo znajdują się w nim repliki Koloseum i Krzywej Wieży. W swojej turze możemy między innymi dokonać rozbudowy o kolejną turystyczną atrakcję, taką jak wieża Eiffla czy Pałac Kultury i Nauki, wszystkie w nietypowych kolorach (zielone, czerwone albo żółte). Każda taka budowla kosztuje nas 1 jednomilionowy banknot (ktoś narzekał na galopującą inflację?).

Jak zdobywamy banknoty? To proste – z ubezpieczenia. I tu wkraczają tytułowe potwory. Bowiem zamiast budować, możemy takiego niezdarę do siebie zaprosić, a on przypadkiem coś nam zniszczy. Każdy potwór ma swoje preferencje co do kolorów lub typów budynków, każdy burzy je także w innej liczbie. I tak Godzilla celuje we wszystkie budowle jednego koloru, King Kong niszczy parami, a Obcy zbiera zestawy, po 1 w każdym kolorze. Niezależnie od wielkości szkód, otrzymujemy 1 banknot odszkodowania.

Monster City banknoty

Nasze miejskie skarpety nie są zbyt pojemne i banknoty naraz możemy posiadać tylko 2. Zazwyczaj nie jesteśmy w stanie swojej tury odpuścić. Możemy zatem być zmuszeni do budowy czegoś, czego nie chcemy lub co gorsza, zburzenia czegoś, co będzie nam bardzo potrzebne.

Bo cała zabawa w Monster City zawiera się w punktowaniu. W stosie budynków co 10 kart, pojawia się 1 z 4  kart punktowania. Oznacza to, że grę na chwilę przerywamy i każdy wybiera sobie 1 z 4 kategorii – najwyższe lub najniższe budynki w każdym kolorze, wszystkie budynki jednego koloru albo wszystkie budynki w mieście. Każdą kategorię gracz może wybrać tylko raz, więc istotny jest moment, w którym punktowanie nas zaskakuje.

Gra kończy się po czwartym punktowaniu, a wygrywa oczywiście osoba, która przez całą grę zgromadziła punktów najwięcej.

Monster City notes

JAK TO WYGLĄDA?

Gra Monster City została wydana przez wydawnictwo Nasza Księgarnia i jak to często bywa, jest to specjalnie na tę okazję narysowana wersja innej gry. BGG odsyła do Quietville z 2012 roku, jednak jeśli chcemy odnaleźć właściwy pierwowzór, musimy pokopać głębiej. Dotrzemy wtedy do niemieckiego (autor Michael Schacht jest Niemcem) tytułu z 2006 roku – Der Elefant im Porzellanladen, co możemy zgrabnie przetłumaczyć jako Słoń w sklepie z porcelaną. Wtedy to słoń niszczył porcelanę, jednak naszej wersje jest zdecydowanie bliżej do Quietville, gdzie występowały już potwory i budynki.

Ilustracje do Monster City stworzył Mariusz Gandzel, którego twórczość mogliśmy niedawno podziwiać w innej grze wydawnictwa To jest napad! A uczestniczył również w tworzeniu wielu innych, zdecydowanie bardziej znanych tytułów.

Potwory są narysowane bardzo dobrze, szczególnie gdy przyjrzymy się ich otoczeniu, które doskonale oddaje dynamikę niszczenia budynków. Budowlom również niczego nie brakuje, niektóre nawet posiadają drobne smaczki. Pod Berliner Fernsehturm (Wieża Telewizyjna) stoi sobie niedźwiedź (który jest symbolem tego miasta), a po ulicy śmigają Trabanty. Przed Koloseum z kolei gladiator, do złudzenia przypominający Russella Crowe’a walczy z tygrysem. Zresztą nie tylko budynki posiadają takie dodatki. Przed szarżującym King Kongiem stoi Ann Darrow w charakterystycznej białej sukience.

Ciastek

JAK MI SIĘ GRAŁO NA WIĘCEJ OSÓB?

Muszę jeszcze na chwilę wrócić do zasad, bo o kilku istotnych szczegółach celowo nie wspomniałem, by nie komplikować ogólnego opisu. Trzecią rzeczą, którą możemy zrobić w swojej turze jest… nie robienie nic. Ale tylko raz na grę, bo używamy do tego specjalnej karty STOP. I tak się składa, że użyłem jej tylko w pierwszej rozgrywce, bo w pudełku jest jeszcze coś, czym zdecydowanie lepiej ją zastąpić. Chodzi konkretnie o karty wydarzeń, które mają dużo ciekawsze zastosowanie, a dodatkowo sprawiają, że czasami jednak chcemy, żeby potwory nam coś zniszczyły, bo przy przynajmniej 2 zburzonych budynkach, w nasze ręce trafia nowa karta wydarzenia.

Wśród wydarzeń mamy np. przestraszenie jednego lub wszystkich potworów z wystawki, usuniecie lub podmianę jednego z dostępnych budynków czy jednorazową dotację, w ramach której dostajemy 1 banknot. Jest to zdecydowanie lepszy pomysł na przeczekanie swojej tury. Po co ją jednak przeczekiwać? Nie wspomniałem wciąż o jednej drobnej zasadzie. Karty w wystawce, zarówno budynków jak i potworów, nie są uzupełniane na bieżąco. Wykładamy ich na początku po 5 i dopiero, gdy wszystkie zejdą, na stole pojawia się 5 nowych. Często będzie tak, że wśród budynków zostaną same kurduple (Koloseum podczas jednej partii otrzymało zaszczytne miano wychodka), a do tego potwory ostrzące sobie zęby na nasze atrakcje przygotowane pod konkretne punktowanie. Wydarzeniami można wtedy trochę zamieszać w puli.

Monster City budynki

Generalnie chodzi tu o to, by mieć jak najwyższe budynki. Czasami mniej, czasami więcej. Czasami w jednym kolorze, czasami w kilku. I najlepiej mieć je w odpowiednim momencie. Tajming jest tu dosyć ważny. Parę razy miałem przed sobą idealny zestaw pod punktowanie za grupę najwyższych, ale do karty z gwiazdką na szczycie stosu brakowało jeszcze trochę. Zanim się pojawiła, to z moich ósemek nic nie zostało. Z drugiej strony, później i tak nie doszły takie budynki, które by mi te punkty zapewniły.

I tu pojawia się moje główne zastrzeżenie do Monster City. Jesteśmy mocno ograniczeni wystawką budynków czy potworów i możemy tam trafić zarówno na świetne karty chwilę przed punktowaniem, jak i te beznadziejne. Oczywiście przeciwnikom zawsze trafią się te lepsze. W jednej grze tak mi się wszystko ułożyło, że dwie pierwsze karty punktowania wyszły w momencie, gdy nie miałem żadnych budynków i z braku innych opcji kończyłem z jedną karta o wartości 4, co było nawet 5 razy gorszym wynikiem od najlepszego ze współgraczy. I zupełnie nie czułem, że to przez moje głupie decyzje.

I jest to mocno odczuwalne w rozgrywkach na więcej niż 3 graczy. Mało co można sobie wtedy zaplanować, bo pomiędzy turami może zmienić się dosłownie wszystko. Nieco inaczej sprawa wygląda przy 3 osobach – kontrola delikatnie się zwiększa, a dodatkowo łatwiej można zmusić kogoś do wzięcia czegoś, czego nie chce.

Pewnie, często jednak będzie tak, że karty dadzą nam sporo opcji i staniemy przed pewnymi wyborami. Dobrać potwora, który nic nam nie zniszczy, czy jednak wywalić te dwa mniejsze budynki dla karty wydarzenia? A może lepiej je zostawić do punktowania za kolor? Brać ostatnią kartę budynku i odsłonić innym nowe 5? Wtedy to kombinowanie jest całkiem przyjemne.

Monster City karty punktowania

Elastyczności dodaje także możliwość wyboru kategorii punktowania, bo może się okazać, że to co sobie zaplanowaliśmy w jednej, daje jednak więcej punktów w innej. Ale trzeba też uważać, bo każdą możemy wybrać raz na grę i opcje szybko się wyczerpują.

Wspomniany skład 3-osobowy wydaje mi się najlepszym do rozgrywek w Monster City. Co ciekawe, jest to według instrukcji minimalna liczba osób, potrzebna do rozegrania partii. Zastanawiałem się, co kierowało autorem, że tak uznał i do głowy przyszła mi jedynie zbyt mała zmienność w puli potworów i budynków. Zagrałem w duecie i szczerze mówiąc nie odczułem większych problemów, ale dla zwiększenia tej zmienności, można wprowadzić zasadę, że zawsze gdy w którejś puli zostanie ostatnia, piąta karta, to należy ją usunąć z automatu.

JAK MI SIĘ GRAŁO SOLO?

Gra Monster City nie posiada wariantu jednoosobowego, testuję jednak pewne proste autorskie rozwiązanie, które może na to pozwolić.

Monster City
wydawca: Nasza Księgarnia
wiek: 8+
liczba graczy: 3-5
czas gry: 25 min.
Ocena:

Monster City to przyjemna gra w budowanie i burzenie. Jeśli przymkniemy oko na losowe pojawianie się kart, to jest tu sporo miejsca na kombinowanie, szczególnie w składzie 3-osobowym. Przy większej liczbie graczy dzieje się trochę zbyt dużo. Ciekawy pomysł z wybieraniem kategorii punktowania w zależności od tego, która da nam aktualnie najwięcej punktów. Sprawdzi się jako filler dla osób, którym nie przeszkadza nutka negatywnej interakcji.

Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Chcesz więcej?